piątek, 10 października 2014

Celebryci

Wróciliśmy do Tokio. Z Hiroszimy mieliśmy do przejechania około 700 km - podróż shinkansenem zajęła nam 5 godzin. Nie jechaliśmy tym najszybszym (one rozwijają prędkość do 300km/h), który jedzie bezpośrednio do Tokio, ale musieliśmy się przesiąść w Osace. To i tak super wynik.
Tokio powitało nas przepięknym zachodem słońca (ciemno się robi już przed 18:00). 

Zachód słońca. Samego słońca nie widać.
Postanowiliśmy udać się na kawę do kawiarni, która słynie z tego, że często pojawiają się tam znane osoby.
Słyszeliśmy, że jak nic można do nich zagadać i wypić z nimi kawę. Wchodzimy, patrzymy i po prostu niedowierzanie! A że sami jesteśmy zmęczeni swoim towarzystwem (no bo ile można, to już 3 tydzień!), postanowiliśmy spędzić ten wieczór osobno z celebrytami :)
Muminiki!
Mała Mi patrzyła jakoś na Martę spod byka
Miejsce nazywa się kawiarnią muminka i jest sieciówką. W Tokio są takie 3 lokale. Idea jest bardzo prosta - jeżeli nie masz towarzystwa z którym możesz się napić kawy to możesz zawsze liczyć na ekipę Muminka :)


czwartek, 9 października 2014

Wielka tori

Do Hiroszimy przyjechaliśmy przede wszystkim dla dzisiejszego dnia. Popłynęliśmy promem na pobliską wyspę - Miyajimę, żeby zobaczyć wielką bramę Tori w wodzie. To podobno jedno z trzech najpiękniejszych miejsc w Japonii.
Przypłynęliśmy rano ok. 10:00, kiedy był przypływ i brama stała w wodzie.



Czekając na odpływ wjechaliśmy kolejką linową na szczyt pobliskiej góry, gdzie znajdował się fajny punkt widokowy. Po drodze minęliśmy małe jeziorko z sumami.

Am
Po 14:00 zaczęło się coś dziać z bramą. Wody było coraz mniej, pojawiła się plaża i mnóstwo wodorostów.


Po 16:00 już spokojnie mogliśmy dojść do bramy.

Odpływ

Ah, tutaj też dzikie sarny biegały po wyspie.

Sarna na plaży

Jutro wracamy do Tokio!! :)

środa, 8 października 2014

Hiroszima

Pożegnaliśmy Kioto i ruszyliśmy dalej. Najbliższe dwa dni spędzimy w Hiroszimie.

Dzisiaj zwiedzaliśmy okolice epicentrum wybuchu bomby atomowej. Obecnie jest tam park upamiętniający ofiary oraz jedyny budynek, który był położony tak blisko wybuchu i nie został zrównany z ziemią -  kopuła bomby atomowej.




Kopuła bomby atomowej


Niestety nasze tempo zwiedzania zmalało i nic więcej nie zobaczyliśmy ;) Natomiast dzisiaj po raz kolejny spotkaliśmy się z bardzo miłym przyjęciem i traktowaniem przez Japończyków.

Większość Japończyków w kontaktach z nami jest bardzo miła, niektórzy jednak starają się wyjątkowo. W Kioto, pierwszego dnia pobytu, postanowiliśmy coś zjeść w pobliskiej restauracji. Kucharz zapytał nas skąd jesteśmy. Powiedzieliśmy, że z "Poland", on pokiwał głową i poszedł. Myśleliśmy, że nie wie gdzie Polska leży i po prostu chciał być miły. Niecały tydzień później wróciliśmy do tej samej knajpki, zjedliśmy, a przy wyjściu usłyszeliśmy z jego ust "dziękuję" po polsku. W dodatku całkiem nieźle wymówione. Byliśmy w szoku, że zapamiętał skąd jesteśmy.

Podczas dzisiejszej podróży z Kioto do Hiroszimy zagadała do nas starsza pani (Marta przed chwilą oburzyła się na słowo starsza, powiedziała, że 40-letniej kobiety nie można na nazwać starszą. Ale nie słyszała jak pani się przyznała, że ma 81 lat :) - wszyscy wyglądają tutaj strasznie młodo). Pani zagadywała do nas przez całą podróż, przede wszystkim po japońsku. Starała się mówić po angielsku, ale przepraszała, bo dużo już nie pamięta. Jak usłyszała, że jesteśmy z Polski, to mówiła, że bardzo lubi i zna Chopina. Pytała nawet gdzie leży Wrocław.

Niektórzy w kontaktach z obcokrajowcami tak się starają i przejmują, że aż im się ręce trzęsą. Jeden młody sprzedawca w sklepie, poproszony o dwie zimne kawy, wyszedł aż przed ladę, żeby na monitorze wskazać nam cenę. Po tym pomylił się w zamówieniu i gdy zobaczył zdziwienie na twarzy Łukasza, że zimna kawa jest gorąca, zaczął biegać po sklepie, przepraszać, kłaniać się do ziemi i starał się szybko naprawić swój błąd.

Jeszcze nam się nie zdarzyło, żeby ktoś proszony o pomoc nam nie pomógł. Zazwyczaj mówią wtedy dużo po japońsku, ale zawsze starają się pomóc. Oczywiście w przewodnikach pisali, że Japończycy się nas strasznie boją i czasami nawet odwracają głowę i uciekają. Kłamstwo!

wtorek, 7 października 2014

Zagadka - podpowiedź

Niestety nikomu nie udało się zgadnąć do czego różowy przedmiot służy, ale to była dość trudna zagadka ;) Pomysły były fajne :)
Dodajemy podpowiedź:

Tak się tego używa

poniedziałek, 6 października 2014

Dużo sierści

Mam dość (Marta). Łukasz ma silniczek w tyłku i chce zwiedzić wszystkie świątynie w Japonii. Dwa tygodnie ciągłego zwiedzania, spacerowania, podziwiania daje w kość. Ale nie odpuszczam :).

Dzisiaj pojechaliśmy do Nary - pierwszej stolicy Japonii. Jak to każde miasteczko ma mnóstwo świątyń, pomników Buddy (akurat tutaj pomnik był całkiem duży), ale wyróżnia się jedną rzeczą - sarnami.
Jakaś leganda głosi, że dawno temu jakiś człowiek zaprosił jakiegoś boga w te rejony a on przyjechał na jakimś bialym jeleniu. I to ma być wytłumaczenie czemu teraz po miasteczku biega sobie na wolności ponad tysiąc saren/jeleni/kozłów (nie rozróżniam ;). Niezbyt widzę sens, ale mieszkańców to chyba przekonuje.

Maskotka centrum informacji turystycznej - pluszak był przypięty łańcuchem do ławki, jak tylko go podniosłam i delikatnie (!) pociągnęłam to łańcuch się zerwał ;) Raczej nie boją się tutaj kradzieży. Aż miło chodzić po sklepach jak cię nikt nie obserwuje jak potencjalnego złodzieja i tylko kłania się jak cię widzi
Dycu naiwnie myślał, że może kupić przekąskę dla jeleni i ją rozdzielić między wszystkie. Pomylił się. Zwierzęta pogryzły go w tyłek (dosłownie!) i wzięły co chciały - łącznie z opakowaniem.
Duuuuużo sierści




Koszenie trawy
Uwaga! Lekcja bezpieczeństwa drogowego!
Przechodząc przez ulicę pamiętaj, żeby zawsze używać pasów dla pieszych. Zwracaj uwagę na światła! Nasza modelka zaprezentuje niebezpieczną sytuację na drodze:


Pamiętaj też, aby rozejrzeć się za przejeżdzającymi samochodami:


@Krzyś: pamiętasz swoją sarenkę?
Koniec uwagi ;)

Stajemy się coraz bardziej japońscy (kawai - słodcy ;) )


Od wczoraj robimy zakupy. Mamy dla was zagadkę - do czego służy przedmiot na zdjęciu? Do wygrania - prawdziwie japońskie skarpetki dwupalczaste ;)

Co to?

niedziela, 5 października 2014

Maiko

W Japonii bardzo często można spotkać na ulicy osoby ubrane w kimono. Akiko opowiadała nam, że zazwyczaj zakłada się je na różne ważne uroczystości, ale niektórzy lubią w nich chodzić i zakładają je częściej. Ona sama żadnego nie posiada :)
Mamy pewien dylemat jak chodzi o gejsze (w Kioto zwane geiko) - nie wiemy jak wyglądają na co dzień, więc nie wiemy czy jakąś widzieliśmy. Wiemy natomiast, że dziewczyna nie zostaje gejszą od razu. Musi przejść kilkuletni trening, podczas którego uczy się o sztuce, tańcu, ceremonii parzenia herbaty i zabawianiu gości. Przez ten czas nie jest nazywana gejszą, ale maiko - uczennicą. Jej wygląd też się różni od gejszy - jest bardziej kolorowy i ozdobny.
Postanowiłam sprawdzić jak to jest być maiko :)


Było wesoło. Samo malowanie nie trwało dłużej niż 30 min. Potem mogłam wybrać kimono, które miałam przymierzyć. Panie z obsługi były bardzo wprawione w zakładanie kimon klientkom, więc nie trwało to dłużej niż 10 min. Miałam na sobie kilka warstw ubrań powiązanych sznurkiem. Na głowie miałam założoną perukę z ozdobną choinką (to wiszące czerwone :) ) Na takich zabawach spędziłam sobotni poranek :)
Po wymyciu się z białej farby pojechaliśmy dalej - do zamku shoguna z ok. 1600 roku.

Wejście do zamku
Okazało się, że na rozległym terenie zamku zaczęły się przygotowania do ślubu. Poczekaliśmy chwilę i braliśmy udział w tradycyjnym japońskim ślubie!

Młoda para
Dzień szybko minął, a na popołudnie zaplanowaliśmy kolejną świątynię, która słynie z ogromnej ilości bram torii. Wyobrażaliśmy sobie, że zobaczymy jedną prostą ścieżkę z setką czerwonych bram. Myliliśmy się. Kompleks świątyń roztaczał się na dużym wzniesieniu, do którego prowadziło mnóstwo ścieżek, a każda z nich była otoczona setkami bram. Myśleliśmy, że potrzebujemy krótkiej chwili, żeby zwiedzić całość, a okazało się, że zajęło nam to prawie dwie godziny i w dodatku już po zmroku.

Jedna z wielu alejek z bramami tori

W kompleksie znajdowało się wiele małych świątyń wypełnionych malutkimi tori - zwiedzający może kupić swoją tori, wypisać na niej życzenie i zostawić przy świątyni 
Brama wejściowa do kompleksu świątyń



piątek, 3 października 2014

Banana?

Wczoraj wieczorem dojechaliśmy do Kioto - poprzedniej stolicy Japonii. Spędzimy tutaj 6 dni.

To miasto zdecydowanie różni się od tego, co widzieliśmy wcześniej. Poznaliśmy Tokio - wiecznie żyjące miasto z zabudowanym każdym skrawkiem ziemi, tłumem mieszkańców ciągle się gdzieś spieszącym i zupełnie nie zwracającym uwagi na obcokrajowcow. W Ito zobaczyliśmy japońską, spokojną wieś, której mieszkańcy pokazywali nas sobie na ulicy, machali i zagadywali po japońsku, mimo że nie byliśmy w stanie się porozumieć.

Dzisiaj zaczęliśmy zwiedzanie Kioto. Nigdy nie byłam w tak urokliwym miejscu. Próbowałam opisać słowami jak wygląda Kioto, ale poległam - jedyne co mi przychodzi do głowy to wyjątkowy urok miasteczka. Zobaczycie sami na zdjęciach :)

Wycieczkę zaczęliśmy na zachodzie Kioto. Po krótkim spacerze po jednej z głównych turystycznych uliczek weszliśmy do parku małp, w którym te stworzenia żyją prawie na wolności, tzn. nie w klatkach ;)


Mimo że małpki biegały nam między nogami to karmić je mogliśmy tylko w tzw. rest roomie - małpek nikt nie zamknął w klatce, ale nas to już tak :)

Karmienie małp



Marta bała się podejść do małpy, robiła zdjęcie i od razu uciekała - dlatego rozmazane
 Po parku małp zwiedzaliśmy miejscowe ogrody i świątynie.



Następny w kolejności był las bambusowy:



A zaraz potem kolejna świątynia ;) Mam nadzieję, że już zauważyliście, że Japończycy idą albo w wielkość albo w ilość. Tym razem znowu była ilość.



Czy ktoś oprócz mamy Łukasza i Krzysia czyta jeszcze nasz blog? :)

środa, 1 października 2014

Hakone

Dziś minął nasz ostatni dzień pobytu na półwyspie Izu. Ponieważ wczoraj zmęczyliśmy nogi podczas trekkingu japońskim wybrzeżem, na dzisiaj zaplanowaliśmy trasę wypoczynkową. Naszym punktem docelowym było miejsce zwane Hakone - kilka miejscowości wchodzących w skład jednego z najsłynniejszych Japońskich parków narodowych - Fuji-Hakone-Izu.

I choć całość wycieczki obejmowała dosyć spory obszar, to można ją przebyć najróżniejszymi środkami lokomocji, prawie nie ruszając nogami. Japońskie trasy do zwiedzania są zawsze tak przygotowane by bardzo się nie zmęczyć, no i zawsze mieć co zjeść.

Na miejsce przybyliśmy jak zwykle niezawodną Japońską koleją. Na stacji, w punkcie informacji turystycznej, zakupiliśmy bilety, które upoważniają do całodziennego przemieszczania się wszystkimi środkami lokomocji na terenie Hakone. Ruszyliśmy w drogę.

Pierwszym etapem było dostanie się do miejscowości Gora za pomocą małego pociągu, który, żeby wdrapać się na górę, wielokrotnie zmieniał kierunek jazdy. Tak więc raz jechaliśmy do przodu, by chwilę potem zawracać i tak w kółko. Na górze przesiedliśmy się w kolej szynową, a chwilę potem w wagonik kolejki linowej, który zawiózł nas na szczyt do Owakudani.

Jeden z wielu środków transportu którymi przemierzaliśmy dzisiaj Hakone
Cała powierzchnia Hakone powstała w wyniku erupcji wulkanu jakieś 3000 lat temu. Jednak w porównaniu do góry Omuro, którą zwiedzaliśmy wczoraj, większość tego terenu jest dalej aktywna. Z tego też powodu na szczycie Owakudani w wielu miejscach znajdują się gorące, bulgoczące źródła, wypełnione zabarwioną na biało wodą. Z wielu miejsc unosi się trujący dym. No i ze względu na wydobywające się z tych miejsc związki siarki wszędzie czuć intensywny zapach zgniłych jaj :).

Opary unoszące się na Owakudani
I to nie jedyny związek Owakudani z jajkami. Jajka gotowane w tym miejscu, z wykorzystaniem siarki, barwią się na czarno, co stało się symbolem okolicy. Smakują w sumie jak zwykłe jajka, ale efekt jest :).

Czarne jajka z Owakudani
Nie tylko jajka są tam czarne - tutaj czarne lody wanilowy
Dosyć osobliwe były ostrzeżenia o grasujących w okolicy osach. Na szczęście na żadne nie trafiliśmy. To dobry moment, żeby wspomnieć o skrupulatności z jaką Japończycy umieszczają wszelkiego rodzaju ostrzeżenia w różnych miejscach swojego kraju. Nasza ulubiona przypomina, żeby uważać przy wchodzeniu do windy, gdyż bardzo łatwo zostawić swojego psa po drugiej stronie :). Równie ciekawa była instrukcja korzystania z europejskiej toalety. Najwyraźniej ktoś próbował siadać na niej odwrotnie, skoro napisali, że tak nie wolno :).

Kolejnym etapem była podróż statkiem z widokiem na bramę tori wybudowaną na wodzie. W wielu miejscach Hakone, przy dobrej pogodzie, można ujrzeć wierzchołek góry Fuji. Niestety dzisiaj było bardzo pochmurnie :(


Wędrówkę zakończyliśmy spacerem ścieżką obrośniętą 400 letnimi drzewami cedrowymi i zwiedzaniem miejscowej świątyni.



Jutro rano opuszczamy półwysep Izu i kierujemy się do tradycyjnej części Japonii. Spędzimy tydzień w Kyoto, poprzedniej stolicy kraju, która słynie z najpiękniejszych świątyń.