niedziela, 28 września 2014

Akiko

Wczoraj mieliśmy bardzo wyczerpujący dzień i niestety zabrakło nam sił na kolejny wpis. Dziś nadrabiamy zaległości.

Drugą osobą, która pozytywnie odpowiedziała na nasze maile do organizacji zrzeszających przewodników-wolontariuszy była Akiko. Spotkaliśmy się o 10 rano pod naszym mieszkaniem. Okazało się, że Akiko spędziła rok czasu w USA, dzięki czemu mówiła tak ładnym i płynnym angielskim, że mogliśmy zadać jej wszystkie pytania, które baliśmy się zadać panu Chu.

Wycieczkę rozpoczęliśmy od zwiedzania mostu przy Imperial Palace w dzielnicy Asakusa, który ominęliśmy podczas naszej wędrówki z Panem Chu. Wtedy nie mieliśmy wystarczająco dużo czasu, a i plan był dużo bardziej napięty. Z Akiko było zupełnie inaczej. W planie nie mieliśmy zbyt wielu miejsc do zwiedzenia, zamiast tego mieliśmy dużo czasu na rozmowę i dowiedzieliśmy się jak wygląda życie przeciętnego, młodego Japończyka.

Most przy pałacu cesarza
Głównym punktem programu było zwiedzanie wyspy Odaiba, która słynie głównie z dwóch rzeczy. Po pierwsze Japończycy postawili tam mniejszą wersję statuy wolności. Nawet sama Akiko nie miała pojęcia dlaczego tam stoi :).

Amerykańska część Japonii
Drugim przystankiem na wyspie Odaiba była stacja najbardziej znanej telewizji w Japonii. Tam mogliśmy zobaczyć panoramę okolicy (nie tak okazałą jak ta widziana z Tokio Skytree), oraz obejrzeć studia telewizyjne, które wyglądały jakby kręcono w nich programy dla dzieci. A tak na prawdę nadawano stamtąd poranne programy informacyjne :). Potem przenieśliśmy się do ogrodu japońskiego, który znajdował się w pobliżu i wypiliśmy tradycyjną japońską herbatę zgodnie z instrukcją, która na szczęście wydrukowana była po angielsku (obróć miseczkę 2 razy, klaśnij 3, zatańcz w kółko - no ok, może wyolbrzymiamy, ale sens na pewno złapaliście). Dla Akiko było to tak samo dziwne doświadczenie jak dla nas ;).

Tradycyjnie podana zielona herbata 
Najciekawszy jednak był wieczór. Ponieważ nie mieliśmy jeszcze dość, Akiko obmyśliła plan i zabrała nas do parku Yoyogi gdzieś pomiędzy dzielnicą Shibuya a Takechita Dori (słynącym głównie z barwnie poprzebieranych Japończyków). Po drodze, podobnie jak w Polsce, zahaczyliśmy o miejscowy monopolowy, zaopatrzyliśmy się w lokalne trunki i ruszyliśmy w kierunku parku. W Japonii o dziwo alkohol można spożywać bez problemu w miejscach publicznych. Park był już zamknięty, więc usiedliśmy pod bramą wejściową, a towarzyszył nam jakiś miejscowy zespół z grupką wywijających w tańcu Japończyków.

Jedliśmy dużo, piliśmy dużo, odwiedziliśmy chińską knajpę w której Akiko spędza czas ze znajomymi i zadawaliśmy jej bardzo dużo dziwnych pytań. Czego się dowiedzieliśmy?

1. Nie wierzcie przewodnikom! Naczytaliśmy się, że pieniądze w sklepach należy wręczać dwiema dłońmi. I dokładnie w ten sposób postępowaliśmy od pierwszego dnia. Ile ubawu musieli mieć Japończycy, bo Akiko powiedziała nam, że to bardzo przesadny sposób na okazywanie szacunku.

2. Naprawdę nie wierzcie przewodnikom! W kilku miejscach w internecie czytaliśmy, że Japończycy się nie pocą i z tego powodu nie używają dezodorantów. Dlatego miały być niedostępne w sklepach i wyjeżdżając zabraliśmy spory zapas. Bardzo to rozbawiło Akiko i choć stwierdziła, że pot europejczyków "pachnie" inaczej, to nie są robotami i pocą się tak jak wszyscy.

3. Ten fragment będzie chyba najciekawszy. Jak wygląda u nas rozmowa kwalifikacyjna na dane stanowisko? Najważniejsza jest wiedza i doświadczenie w danej, konkretnej dziedzinie. W Japonii pytają tylko o twoją wizję przyszłości i nie jest ważne co potrafisz. Czemu? Bo co trzy lata wszyscy pracownicy zostają odgórnie przydzieleni do innych stanowisk. Możesz zacząć jako sprzedawca, by po 3 latach stać się programistą, a potem specem od marketingu. Oczywiście nikt nie wymaga, żebyś miał jakąkolwiek wiedzę w danej dziedzinie i po prostu musisz się wszystkie nauczyć od zera w trakcie pracy. Spytaliśmy Akiko po co w takim razie studiować - powiedziała, że to nie ma żadnego sensu :).

Dla japońskiego pracodawcy jest ważne, żeby zatrzymać pracownika przez wiele lat i dzięki takiemu podejściu ma pracowników, którzy nie są skoncentrowani na jednej dziedzinie, ale mogą robić wszystko. Podobno w Japonii ciągle patrzy się krzywo jeśli ktoś dobrowolnie zmienia pracę. Japończycy od razu myślą, że coś jest z tą osobą nie tak.

Akiko :)

4 komentarze:

  1. No widzicie,co kraj to obyczaj.Co innego w internecie a co innego na żywca.Chociaz niektóre rzeczy mi się podobają,zwłaszcze te z pracą,o ile działo by się u nas lepiej i ciekawiej,buziaki:):):)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze wiedzieć:) jak nie znajdę pracy one way ticket i szukam pierwszej lepszej pracy u nich... i tak bez pięcioletniego doświadczenia od razu po studiach? Czyli kończysz ich High School i tyle?:) a ciekawe kto zmienia ciągle prace...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No po studiach po prostu idziesz do jednej z dużych firm i gdzieś cię przydzielają. Więc łatwiej znaleźć pracę, ale trudniej robić to co się lubi. Akiko zapytana o to czy lubi swoją pracę, od razu odpowiedziała, że ani trochę.

      Usuń
    2. ciekaw czy miała by takie samo zdanie gdyby robiła to co lubi i musiała płacić nasz ZUS i 19% podatku i 23% vat (u nich vat to 5% bodajże, więc jak ktoś wam cenę opuści o vat to nie za dużo:). Jak zawsze plusy i minusy:P

      Usuń