Drugą osobą, która pozytywnie odpowiedziała na nasze maile do organizacji zrzeszających przewodników-wolontariuszy była Akiko. Spotkaliśmy się o 10 rano pod naszym mieszkaniem. Okazało się, że Akiko spędziła rok czasu w USA, dzięki czemu mówiła tak ładnym i płynnym angielskim, że mogliśmy zadać jej wszystkie pytania, które baliśmy się zadać panu Chu.
Wycieczkę rozpoczęliśmy od zwiedzania mostu przy Imperial Palace w dzielnicy Asakusa, który ominęliśmy podczas naszej wędrówki z Panem Chu. Wtedy nie mieliśmy wystarczająco dużo czasu, a i plan był dużo bardziej napięty. Z Akiko było zupełnie inaczej. W planie nie mieliśmy zbyt wielu miejsc do zwiedzenia, zamiast tego mieliśmy dużo czasu na rozmowę i dowiedzieliśmy się jak wygląda życie przeciętnego, młodego Japończyka.
| Most przy pałacu cesarza |
| Amerykańska część Japonii |
| Tradycyjnie podana zielona herbata |
Jedliśmy dużo, piliśmy dużo, odwiedziliśmy chińską knajpę w której Akiko spędza czas ze znajomymi i zadawaliśmy jej bardzo dużo dziwnych pytań. Czego się dowiedzieliśmy?
1. Nie wierzcie przewodnikom! Naczytaliśmy się, że pieniądze w sklepach należy wręczać dwiema dłońmi. I dokładnie w ten sposób postępowaliśmy od pierwszego dnia. Ile ubawu musieli mieć Japończycy, bo Akiko powiedziała nam, że to bardzo przesadny sposób na okazywanie szacunku.
2. Naprawdę nie wierzcie przewodnikom! W kilku miejscach w internecie czytaliśmy, że Japończycy się nie pocą i z tego powodu nie używają dezodorantów. Dlatego miały być niedostępne w sklepach i wyjeżdżając zabraliśmy spory zapas. Bardzo to rozbawiło Akiko i choć stwierdziła, że pot europejczyków "pachnie" inaczej, to nie są robotami i pocą się tak jak wszyscy.
3. Ten fragment będzie chyba najciekawszy. Jak wygląda u nas rozmowa kwalifikacyjna na dane stanowisko? Najważniejsza jest wiedza i doświadczenie w danej, konkretnej dziedzinie. W Japonii pytają tylko o twoją wizję przyszłości i nie jest ważne co potrafisz. Czemu? Bo co trzy lata wszyscy pracownicy zostają odgórnie przydzieleni do innych stanowisk. Możesz zacząć jako sprzedawca, by po 3 latach stać się programistą, a potem specem od marketingu. Oczywiście nikt nie wymaga, żebyś miał jakąkolwiek wiedzę w danej dziedzinie i po prostu musisz się wszystkie nauczyć od zera w trakcie pracy. Spytaliśmy Akiko po co w takim razie studiować - powiedziała, że to nie ma żadnego sensu :).
Dla japońskiego pracodawcy jest ważne, żeby zatrzymać pracownika przez wiele lat i dzięki takiemu podejściu ma pracowników, którzy nie są skoncentrowani na jednej dziedzinie, ale mogą robić wszystko. Podobno w Japonii ciągle patrzy się krzywo jeśli ktoś dobrowolnie zmienia pracę. Japończycy od razu myślą, że coś jest z tą osobą nie tak.
| Akiko :) |
No widzicie,co kraj to obyczaj.Co innego w internecie a co innego na żywca.Chociaz niektóre rzeczy mi się podobają,zwłaszcze te z pracą,o ile działo by się u nas lepiej i ciekawiej,buziaki:):):)
OdpowiedzUsuńDobrze wiedzieć:) jak nie znajdę pracy one way ticket i szukam pierwszej lepszej pracy u nich... i tak bez pięcioletniego doświadczenia od razu po studiach? Czyli kończysz ich High School i tyle?:) a ciekawe kto zmienia ciągle prace...
OdpowiedzUsuńNo po studiach po prostu idziesz do jednej z dużych firm i gdzieś cię przydzielają. Więc łatwiej znaleźć pracę, ale trudniej robić to co się lubi. Akiko zapytana o to czy lubi swoją pracę, od razu odpowiedziała, że ani trochę.
Usuńciekaw czy miała by takie samo zdanie gdyby robiła to co lubi i musiała płacić nasz ZUS i 19% podatku i 23% vat (u nich vat to 5% bodajże, więc jak ktoś wam cenę opuści o vat to nie za dużo:). Jak zawsze plusy i minusy:P
Usuń